fundacja edukacji międzykulturowej
o nas kontakt
  • Co słychać
  • Współpraca rozwojowa
  • Edukacja międzykulturowa
  • Wydawnictwa
  • Dla dzieci
  • Galeria
    • Meksyk - Strój Indianek Purepecha
    • Indianie andyjscy
    • Wąwóz Pankiski
    • W górach Ałtaju...
    • Jodhpur - Błękitne Miasto
    • Indie
    • Birma - złota łza
    • Wszystko o moim Viet Nam / Wietnamie
    • Sri Lanka
    • Magiczny świat afrykańskiego dziecka
    • Twarze Afryki
    • Powrót do Raju... Etiopia
    • Twarze Afryki
    • Znane Nieznane Święta
    • Polskie Boże Ciało
    • Na arabskim targu w Menzel Temime
    • Sahara - królowa pustyń
    • Pekin — hutongi
    • Kunming
    • Xiahe
    • Mazowiecka Wycinanka
  • Oferta
  • Czytelnia
  • Archiwum
  • Wspierają nas
linki oceń stronę

Na arabskim targu w Menzel Temime

Do Menzel Temime najlepiej trafić we wtorek. Odbywający się wtedy cotygodniowy targ to najlepsza okazja do przyjrzenia się codziennemu życiu. Najpierw trzeba przejść przez rzędy stoisk z ubraniami, garnkami i plastikowymi podróbkami made in China, by wreszcie dotrzeć do targu warzywnego, ciągającego rolników z całego półwyspu.

Menzel Temime słynie z przypraw, a zwłaszcza suszonej czerwonej papryki, z której powstaje pikantna przystawka harissa, podawana na stoły przed głównym daniem. Nic więc dziwnego, że stragany z papryką cieszą się dużym zainteresowaniem. Tuż obok sprzedawca zachwala oliwki: oliwne gaje zobaczyć można na całym półwyspie Bon. Wreszcie warzywa: całkiem swojskie, takie jak pomidory, marchew czy cebula, obok których wiszą kiście świeżych daktyli, przypominając o tym, iż jednak jesteśmy w Afryce. Dzięki stosunkowo dużym opadom (dochodzącym do 500 mm) i efektywnemu systemowi nawadniania półwysep dostarcza Tunezji 80% cytrusów, 60% winogron i 40% warzyw.

Towary odmierzają stare wagi, a drobne monety wędrują z rak do rąk. Wśród kupujących często można spotkać berberyjskie kobiety, ubrane zgodnie z tradycją w kraciaste materiały, z olbrzymimi kolczykami oraz tatuażem odpędzającym zły urok.

Choć Cap Bon położony jest zaledwie 140 km. od Europy i tuż obok popularnego kurortu w Hammamet, półwysep Bon odwiedzają nieliczni. Może dlatego też łatwiej tu wczuć się w atmosferę tunezyjskiej prowincji, choć jednocześnie wędrówka tutejszymi ścieżkami to spotkanie z bardzo daleką Historią...

Rzymianie nazwali go Przylądkiem Pięknym - Pulchrum Promontorium. I nic dziwnego, skoro środek półwyspu tworzą góry schodzące ku błękitnemu morzu, tworzące piękną oprawę dla uprawnych pól, na których wygrzewają się w słońcu pomarańcze, cytryny i winogrona. Z tych ostatnich, już za czasów Fenicjan, tłoczono wino, a tradycje te podtrzymali Rzymianie wysoko ceniący "napój bogów". Podbój muzułmański (islam zakazywał spożywania alkoholu) skazał winogrona na życie tylko w postaci owocu, dopiero za czasów francuskiego protektoratu wrócono do tłoczenia win. Jednak taka konkurencja nie podobała się w Algierii, której producenci wykupili najlepsze tunezyjskie wina sprzedając je jako... produkt algierski, zaś swe najgorsze gatunki jako pochodzące z Tunezji. Dziś oryginalne tunezyjskie wino można kupić w większych miastach lub spróbować w hotelowym barze, zaś turyści podróżujący przez półwysep Bon mają okazje podziwiać krajobraz, jaki zachwycił Rzymian blisko 2000 lat temu.

Tekst i zdjęcia Anna Olej - Kobus i Krzystof Kobus

Całość materiałów umieszczonych na stronie chroniona jest prawem autorskim.
Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów)
publikowanych w portalu www.miedzykulturowa.org.pl w innych
mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga podania źródła.